wtorek, 23 marca 2010
pocztowka z podrozy
Teraz, jak nigdy dotad ucze sie samej siebie. Po prostu czuje, ze nadszedl czas, zeby dorosnac, zjarzec do srodka i przekonac sie, co tam naprawde siedzi. Z dziewczyny przeobrazic sie w swiadoma siebe, dojrzalsza osobe. ... kobiete?

Widze je obie, te dziewczyne, ktora nie wierzyla, ze kiedys bedzie dorosla (tak naprawde dorosla! pewna siebie, tak naprawde!), i te kobiete, ktora czekala na swoja kolej, cierpliwie i spokojnie, przez trzydziesci zgora lat, i subtelnie daje do zrozumienia tej malej, ze nic nie nie trwa wiecznie. Przyszedl czas na zmiane miejsc. Kto chce oszukac czas, mala, raczej oszukuje siebie. Zrobmy krok naprzod obie. Zamienia sie miejscami, dobrze? Ona, ta starsza, zalozy wysokie obcasy, ciemne okulary na slonecznej ulicy, bedzie pamietac o silnym pewnym siebie glosie. Za glosem pojdzie pewnosc siebie. Ona wie, ze nikomu nie musi niczego udowadniac, warta jest tyle i ile sama dla siebie znaczy, inni nie maja tu nic do gadania. Slad jej stopy na piasku bedzie wyrazniejszy, bo ona nie boi sie stawiac kolejnych krokow. Tylko oczy, za tymi ciemnymi okularami, beda strzelac iskierkami, tak samo jak przez te ostanie trzydziesci z gora lat.

Ciezka to praca ale mysle, ze tak wlasnie ma byc, tu i teraz, naturalnie. Jestem w podrozy do wnetrza siebie, ku nieznanemu, moze po prostu ku nowemu? Wysylam czasami pocztowki.

18:48, bialabluzeczka
Link Komentarze (1) »
czwartek, 18 marca 2010
Wiosna
Wiosna zawitala do nas juz dawno. Od polowy lutego kwitna drzewka owocowe, a ja mam za soba pierwsze opalanie w bikini na balkonie.
Chociaz dzis, a wlasciwie od wczoraj, jakas obrazona... niby slonce swieci, ale ja nie rozstaje sie z grubym swetrem i oslaniam jak moge od zimnego wiatru z polnocy. Kaprysi... ale jest.
Kanarki spiewaja jak szalone na balkonach o poranku, a u mnie w wazonie kwitnace galezie dzikiej jabloni.

W zeszlym tygodniu jadlam truskawki - pachnace, slodkie, stad.

20:33, bialabluzeczka
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 03 stycznia 2010
w pewien styczniowy wieczor

Wieczor nie zapowiadal sie kolorowo, razczej szaro i ponuro, na co wskazywaly chmury, ktore zebraly sie nad jej glowa po jego telefonie. Znowu zmiana planow. Spontan do potegi to jego specjalnosc. Zazwyczaj to lubi, przeciez miedzy innymi pogoda ducha i spontanicznoscia ja ujal. Jednak po calym dniu pracy liczyla na spokojny wieczor w domu, a nie na wyjscie z jego znajomymi. Powiedzial, ze siedza w barze i czekaja na nia. Nie bedzie wredna suka ostentacyjnie demonstrujaca swoja niezaleznosc, pojdzie do tego baru, usiadzie z nimi na chwile. On bedzie dumny, ze sie nia pochwali i przedstawi koledze, niech mu bedzie. Wiedziala, ze dla niego to wazne, i wiedziala, ze w raize czego szybko pojda do domu. Wkurzalo ja tylko, ze on mial po nia przyjsc do pracy - liczyla na to, na wspolny spacer przez miasto, bo przy nim szybko sie regenerowala, zwlaszcza psychicznie - tymczasem przyszlo jej samej isc wieczorem ulicami posrod spacerujacych par. Byla zla. Tu kobiety rzadko chodza same ulicami o tej godzinie, w sobotni wieczor.

Znalazla bar, nie spodobal jej sie. Nigdy wczesniej tam razem nie byli. Polmrok, prawie pusto, tylko z brzegu baru siedzial on i jego dawno nie widziany przyjaciel. Razno gawedzili z barmanka.  Nie umknela jej uwadze przykrotka spodniczka barmanki, ani flirciarski wzrok… uklula ja w srodku szpilka zazdrosci, jakby byla niewystarczajaco wkurzona przez przumusowy spacer… Zignorowala barmanke, pocalowala go na powitanie i usiadla razem z nimi z burzowymi chmurami nad glowa. Co niby mialo je rozgonic… Nie pomylila sie co do jednego: on jak zwykle ucieszyl sie na jej widok. Jego oczy sa zawsze szczere, wrazliwe jak u dziecka. I teraz patrzyl na nia z tymi iskierkami w zielononiebieskich oczach. Troche ja to rozczulilo ale wciaz nie mogla sie odprezyc, byla zirytowana ta siksa barmanka, dziwnym barem… Pozostalo jej zamowic drinka, troche jej pomoze sie zrelaksowac. Niech sobie faceci pogadaja, ona po prostu sie wylaczy i postara nie zepsuc im wieczoru swoim zlym humorem. I tak polowy nie rozumie z tego co mowia. Jeszcze za slabo zna jezyk. Moga sobie nawet na lokalna gware przejsc… Jednak on nie zostawil jej samej sobie. Zauwazyl, ze cos jest nie tak i nie zignorowal. Nigdy jej nie ignorowal, zwalszcza w takich chwilach. Zaczeli rozmawiac. Ona poczatkowo niechetnie, byla zbyt zmeczona na tlumaczenie zawilosci kobiecej duszy, ktore czasem powoduja ze czuje sie zagubiona, nie w humorze. Ale z chwili na chwile otwierala sie przed nim coraz bardziej. On poswiecil jej cala swoja uwage. Spokojniejsza, zaczela rozmawiac o swoim ciezkim dniu, on opowiedzial o swoim. Lubili ze soba rozmawiac. To przyjemnosc rozwmowy zblizyla ich do siebie kilka miesiecy temu. I teraz nie bylo inaczej. Nie wiadomo kiedy czarne chmury znad glowy zniknely, a oni patrzyli sobie w rozesmiane oczy. Nie pomylila sie co do niego tych kilka miesiecy temu, kiedy zdecydowala sie z nim zamieszkac, kompletnie rewolucjonujac sobie zycie. Nie bylo i nie jest latwo przejsc nad ta zmiana do porzadku dziennego, ale dla niego warto. Dla tego porozumienia, nawet bez slow, dla tej troski, tej iskry w oczach. Zrozumiala, ze choc on jej wprost tego nie mowi, jest w niej zakochany i na swoj sposob mowi jej to codziennie. Jej troska o niego nie ginie w prozni, choc czasem ona bala sie, ze to ona kocha za bardzo.

Niespodziewanie ten wieczor przerodzil sie w jeden z najromantyczniejszych jakie spedzili razem. Tak spontanicznie, wlasnie spontanicznie, bez przygotowan, planow, wyjatkowych strojow. Po prostu poczuli jak bardzo dobrze im ze soba, i jak stali sie sobie bliscy, wazni. Dla niej juz nie wazne bylo otoczenie, moment, miejsce. To co jest miedzy nimi jest ponad wszystkim innym, jest pewne, jest najwazniejsze. Wreszcie byla szczesliwa i… spokojna, ze wszystko jest tak jak powinno byc. Ze moze byc pewna jego uczuc.

 

Przyjaciel z baru ulotnil sie na inne spotkanie. A moze taktownie pozwolil im sie cieszyc wieczorem…

Zostali sami. Saczyli swoje drinki dlugo delektujac sie kazda chwila, i nieoczekiwanie romantyczna randka. Zamiast zamowic kolejne drinki, wyszli z baru objeci. To byla doskonala chwila na spacer. Na zewnatrz noc. Cieply wiatr z poludnia owiewal lekko ich twarze. Niespiesznie ruszyli w strone domu. Szli objeci powolnym krokiem. Jak nigdy, on zatrzymywal sie raz po raz, nic nie mowiac patrzyl w jej oczy i calowal, cieplo i namietnie. Mowil bez slow to, co tyle razy chciala uslyszec.

Tego wieczoru, ona po raz pierwszy glosno odwazyla sie powiedziec dwa slowa, ktore dawno chciala mu wyszeptac do ucha. Kocha go.

 


17:37, bialabluzeczka
Link Komentarze (1) »
wtorek, 15 grudnia 2009
chimona czyli zima

 

Zima i w Grecji nastala, nawet na polnocy jakies zamiecie sniezne podobno byly... Ale na Wyspie slowo zima jak dla mnie nie ma zastosowania. Oni tu mowia "zima przyszla" jak temperatura spada ponizej 15 stopni. Zakladaja wtedy puchowki, czapki, rekawiczki... A ja pekam ze smiechu :) Taka "zima" mi odpowiada - sloneczko, wiatr, ostrzejsze powietrze i sztorm na morzu. Ale jak nie ma wiatru to w sloncu mozna sie wygrzewac na zewnatrz, tak jak my w ostatnia niedziele w jednym z kawiarnianych ogrodkow na wybrzezu.
O Swietach za pasem przypomina tylko choinka, ktora stanela u nas w domu juz dwa tygodnie temu, bo coreczka P.nie mogala sie jej doczekac. Teraz, na dziesiec dni przed Swietami i miasto jest przystrojone chionkami, Mikolajami, aniolami, lampkami... A najwieksza ciekawostka, i ogromnym dla mnie zaskoczeniem bylo odkrycie, ze zamiast choinki ubiera sie tu statki - normalnie wiesza sie lampki na kutrze w porcie, albo w domu obwiesza sie lampkami jakis model statku. W kazdym szanujacym sie miescie, na glownym placu stoi model zaglowca albo kutra przyozdobiony swiatecznie. Grecja bardzo jest zwiazana z morzem i praca na morzu, a Swiety Mikolaj (Agios Nikolaos) jest patronem ludzi morza... Oczywiscie choinki tez sa wszechobecne, ale statek jest rownoprawnym symbolem Bozego Narodzenia.

Z moim P. wszystko fajnie sie uklada, tfu, tfu... ;) Jestesmy soba zafascynowani niezmiennie, tak jak przy pierwszym spotkaniu. Dla mnie nowym doswiadczeniem jest jednak zycie z facetem wychowanym w patriarchacie, straczyszym o kilkanascie lat, powazniejszym, niz moi wszyscy znajomi. Powolutku nadrabiamy jego zaleglosci w poznawianiu zasad zwiazku partnerskiego, ktory mu sie zreszta podoba, tylko on chyba malo praktykowal ;) Na szczescie moj Grek jest ma otwarty umysl i duzo dobrej woli. Mimo, ze jestesmy rozni, to mysle, ze sie uzupelniamy. Ja chyba troche spowaznialam...
Przyznam jednak, ze Grecy, to maminsynkowie. Osobiscie uwazam, ze to z winy matek, ktore synow traktuja tu jak malych ksieciow - nie wazne czy taki ksiaze ma 5 lat czy 45... Wiem cos o tym, bo moja "tesciowa" mieszka dwa pietra wyzej i jak tylko ja jestem zapracowana poza domem, to od razu przybiego do synka z dymiacym talezykiem, zeby przypadkiem nie umarl z glodu, bo przeciez sam sobie nie ugotuje jak ja nie mam czasu.
Ja go tez czasami rozpieszczam, ale to dlatego ze i sama jestem przez niego traktowana jak ksiezniczka (co uwielbiam!). Trzeba przyznac, ze przynajmnej w rodzinie P., kobiety traktowane sa z szacunkiem i troska, jak najdelikatniejsze istoty. A na czesc kazdej nazywane jest nowoposadzone drzewo w ogrodzie, ostatnio pojawila sie yucca bialabluzeczka... :)

Nie zaluje decyzji o przyjezdzie tutaj. Owszem, to krok w nieznane, na gleboka wode I czasem nie jest latwo, ale odpoczywam tu od tego szlenstwa ktore mnie dotad otaczalo, bo tu zycie toczy sie w duzo wolniejszym tempie. Wiele spraw ktore mialam na glowie w Warszawie po prostu mnie nie dotyczy. Brakuje mi jednak bardzo przyjaciol, rodziny. Wszyscy sa daleko. Brakuje mi dobrze znanych mi miesjc, sklepow, kawiarn, rytualow, spotkan z przyjaciolkami przy niedzielnej kawie... Ciezko jest zaczynac od nowa na obcym gruncie. No, ale nie od razu Krakow zbudowano.

20:25, bialabluzeczka
Link Dodaj komentarz »

Kiedy zaczynasz sie czuc w nowym miejscu jak w domu?

Choc trudno w to uwierzyc – nareszcie, powoli zapuszczam malutkie korzenie, a moze raczej niesmialo kielkuje w nowym domu: konczy sie pierwszy sloik miodu, ktory kupilam pod koniec lata na Santorini (miod jem rano na sniadanie). Trzeba pomyslec o kupieniu nowego. Konczy sie tez pierwsze pudelko filtrow do kawy. To znaczy – mieszkam tu, to nie chwilowe wakacje, kiedy zakupione drobne rzeczy “dokanczamy” po po powrocie do domu, bo jest tego za duzo jak na wakacje – tak jak ten sloik miodu, czy filtry do kawy...

Nie wyleguje sie do pozna w lozku – wraca do uzycia budzik - bezlistosny poranny alarm, wzywajacy do pracy – tak, zaczynam prace, nie ma zmiluj.

Po miescie poruszam się bardziej swobodnie, mam swoje skroty, i ulubione sklepy.

Mysle, ze kropka nad “i” w tym “zadomowianiu sie bedzie otrzymywanie wlasnej poczty, listow pod nowy adres, na wlasne nazwisko, nie na skrytke pocztowa...

20:14, bialabluzeczka
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 02 listopada 2009
z kraju frappe

Na wiosne zakochalam sie. Tak, moze to i banalne, ze akurat na wiosne, i ze na wakacjach w cieplych krajach, ale fakt faktem, ze w ciagu kilku miesiecy zmienilam zycie, przeskoczylam z jednej bajki w druga, a moze raczej z mojego dosc szarego zycia do mojej wlasnej bajki… Tak czy owak, od ponad dwoch miesiecy mieszkam w kraju zimnej kawy frappe, ktora pija tu wszyscy i na okraglo. Ja tez.

Dopiero teraz, po dwoch miesiacach, dociera do mnie jak powazna zmiane sobie zafundowalam, i jak trudne sa czasem chwile w nowym zyciu.

Rewolucja podwojna – z singielki stalam sie polowka zwiazku, a kraj ojczysty zamienilam na cos zupelnie, ale to zupelnie innego.

Nie, nie zaluje niczego. Wole to moje obecne zycie, od tego poprzedniego, ale zdaje sobie sprawe, ze latwo nie bedzie zanim nie osiade tu na dobre.

To, czego potrzebuje najbardziej, milosci i partnerskiego zwiazku, mam tutaj. On, mimo, ze jest facetem innym niz sobie wyobrazalam, ze moj facet bedzie, daje mi to, czego potrzebuje. Naprawde dobrze nam ze soba i dbamy, zeby tego nie popsuc. Wszystko naokolo, to tylko dodatek, dekoracja, ktora w dodatku da sie lubic… Trzeba tylko przywyknac do nowego otoczenia.

Niemniej, caly czas szukam tu swojego miejsca, zwlaszcza jesli chodzi o zycie codzenne, prace, i wije powoli swoje nowe gniazdo. Naprawde i doslownie czuje, ze zaczynam zycie od nowa. Nawet swoich rzeczy osobistych nie mam za duzo – ot, tyle, ile zmiescilo sie w walizce na lot czarterem w sezonie turystycznym. Zakladalam, i nadal w to wierze, ze czlowiek nie potrzebuje do szczescia zbyt wielu rzeczy materialnych. No i teraz przyszedl czas przekonac sie, czy mam racje…  

Zastanawiam sie tez czasami, jak bardzo mozna zmienic sobie zycie, i jak naturalnie zachowac swoja indywidualnosc, osobowosc, to swoje wlasne “sedno”.

Boje sie je zagubic, a z drugiej strony wiem, ze przyjezdzajac do obcego kraju trzeba sie dostosowac do lokalnych zwyczajow, a zamieszczkujac z druga osoba - isc na kompromis… Na ile do tej pory ja bylam “wygodnicka” singielka, a na ile moje przyzwyczajenia byly rozsadne i warto je zachowac? Na ile moge postawic na swoim (czy tez pozostac przy swoim), a kiedy powinnam odpuscic? -  oto pytania, ktore zadaje sobie codziennie. Znalezienie odpowiedzi nie jest latwe, kiedy wszystko dookola jest nowe, obce, nie oswojone jeszcze do konca…

No i bariera jezykowa jest frustrujaca… pracuje nad tym, juz troche mowie, ale nie na tyle, zeby swobodnie porozmawiac. Raczej potrafie sie “obsluzyc” w kawiarni, w sklepie, etc. Ale tak po ludzku pogadac… niestety nie moge i brakuje mi tego. Ironia losu: wladam dobrze trzema jezykami obcymi, a przenioslam sie do kraju w ktorym mowi sie w jezyku malo popularnym, i dosc trudnym!

Dotychczas podrozowalam do krajow, w ktorych mowilam lokalnym jezykiem, a tu czuje sie jak osoba niepelnosprawna. Oczywiscie moge sie dogadac po angielsku, ale to nie to samo; zmuszam sie do mowienia po grecku, zeby jak najszybciej sie z tym oswoic i nauczuc.

Wczoraj w sklepie miesnym – chcialam kupic mieso na spaghetti – widze jasne mieso z etykietka malej krowy, wiec mysle sobie “cielecina”. Poprosilam pol kilo, a potem mowie panu, zeby wrzucil do “maszyny”, bo to na spaghetti, a on owszem, wrzucil do maszyny, ale do sznycli! Juz nie chcialam z nim dyskutowac, bo nie wiedzialam jak powiedziec, ze chce mielone, wiec zabralam sznycle do domu. A w domu okazalo sie, ze kupilam nie cielecine tylko ‘xoipivo’ czyli wieprzowine… Usmialam sie, ale tez przekonalam, ze musze sie uzbroic w wielkie zapasy cierpilowosci, oraz zakuwac ten grecki ile sie da. A na obiad, zamiast spaghetti mamy dzis schabowe J

Opowiedzialam te historie mojemu mezczyznie, a on usmial sie razem ze mna, zaciagnal papierosem i powiedzial, ze musze sie szybko nauczyc greckiego. Tak, to wiem… ale tymczasem wcale nie jest mi momentami do smiechu.

Zaciskam wiec czasami zeby, i ide naprzod. Dobrze, ze tu codziennie swieci slonce, tak mi latwiej :)

13:01, bialabluzeczka
Link Komentarze (1) »
wtorek, 11 sierpnia 2009
uf! jest dobrze!

εγώ είμαι καλά ! ... że tak powiem :-)

Wszystko dobrze. Wszystko dobrze, dobrze! Właśnie byłam na badaniu i nic już nie ma tam w środku. Jestem zdrowa! Już nie muszę się martwić. Teraz mogę latać, bo właśnie dostałam skrzydeł!

Teraz spokojnie mogę myśleć, planować, znowu mogę się wszystkim cieszyć.

Dziś świętuję! hej!

 

 

13:20, bialabluzeczka , taki lajf
Link Dodaj komentarz »
piątek, 31 lipca 2009
na zdrowie

Dziś dopadł mnie znienacka blues, smutno mi tak jakoś dogłębnie, choć bez konkretnej przyczyny (a może to pms?). Chyba po prostu tęsknię. Tęsknię już nie tylko za P., ale i za wyspą, za wszystkim tam - powietrzem morskim, słońcem gorącym, nawet za komarami tęsknię, które nas gryzły pewnej bezsennej nocy, a potem ze śmiechem liczyliśmy ukłucia. Nie mogę się doczekać wyjazdu, nowego życia, złapania go za rogi i parcia naprzód w nowej rzeczywistości. Niech już się zacznie! Codziennie myśl o rychłej zmianie dodaje mi skrzydeł, tylko czasami, jak dziś przygasam trochę.

A przy tym nagle data wyjazdu stanęła pod znakiem zapytania, bo mi ginekolog wyczuł coś niepokojącego „w środku” i czekam aż się wszystko wyjaśni... gdyby to była ciąża, to ok, ale niestety to coś innego, nie wiadomo na pewno co :( I teraz ani biletu kupić, ani nic konkretnie zaplanować... Tymczasem jednak dzielnie nie przerywam przygotowań do wyjazdu i cały czas po cichutku liczę, że uda mi się wyjechać w terminie, jaki pierwotnie sobie wyznaczyłam, czyli 25 sierpnia. Robię listę rzeczy do spakowania, sprawdzam oferty ubezpieczenia, zapisałam się do dentysty, szykuję dokumenty do pracy. Na 25. czy później, wszystko musi być przygotowane.

A dziś spotykam się z chętnymi, którzy pomogą mi z nauką greckiego! Sama już od miesięcy coś zakuwam, ale to tak bardziej intuicyjna nauka słówek, wyrażeń itp. Potrzebuję jednak solidnej bazy, bo na kurs to pewnie dopiero w październiku trafię, już tam :-)

Żeby tylko ze zdrowiem wszystko dobrze było, to o resztę nie muszę się martwić...

13:32, bialabluzeczka , taki lajf
Link Komentarze (1) »
czwartek, 23 lipca 2009
zmieniam wszystko, na lepsze ...

Wróciłam, ale tylko na chwilę... Potem wskakuję z powrotem do mojego nowego życia na wyspie, już na dłużej.

Bardzo potrzebuję tej zmiany – zmiany miejsca, zmiany tempa życia, zmiany stanu ducha...

Moim domem będzie już niedługo biały dom z okiennicami chroniącymi przed południowym słońcem, z werandą i ogrodem, w którym króluje palma, a obok fikus i drzewko pomarańczowe. O kilka kroków jest port i turkusowe morze. Po sąsiedzku mieszka nauczyciel muzyki, który raz w tygodniu, na swojej werandzie ćwiczy z uczniami grę na gitarze i lirze, grając ludowe melodie. Z innego balkonu dochodzi śpiew kanarków, a wieczorem rozbrzmiewa szelest cykad.

Ale najważniejsze, że w tym domu ktoś czule powita mnie co rano, kiedy otworzę oczy, i powie „dobrze, że jesteś”, a ja będę w jego ramionach najszczęśliwszą kobietą pod słońcem.


czy to nie sen? ...


14:46, bialabluzeczka , taki lajf
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 29 czerwca 2009
the future is bright
PoniedziałekWtorekŚrodaCzwartekPiątek
pogodnie
26° C | 22° C
pogodnie
26° C | 22° C
pogodnie
25° C | 23° C
pogodnie
26° C | 23° C
pogodnie
26° C | 23° C

Oto prognoza na najbliższe dwa niezmącone niczym tygodnie! :-) jutro wyjeżdżam!

09:46, bialabluzeczka , lubię
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 26